Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vege miasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vege miasto. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 września 2014

Wielki rodzinny wegetarg

Weekend dopisał piękną pogodą , więc aż żal było się nie wybrać na drugą edycję rodzinnego wegetargu w forcie Sokolnickiego. Było świetnie - dużo wegańskiego jedzonka , piękne torby Xaviera Bayle'a , książki , koszulki, gadżety , słoiki , suplementy , kosmetyki... Mały ,wegański raj. Można było poczuć nieco Berliński klimacik. Kto nie był niech żałuje i niech koniecznie wpadnie na kolejną edycję. 
Poniżej kilka migawek , ja tymczasem uciekam dalej przygotowywać się do zimy wekując pomidorki i ukręcając pasty z bakłażanów. 
Słoiking to moja nowa ulubiona dyscyplina sportowa. 









niedziela, 8 czerwca 2014

Wege Warszawa - Laflaf

  Razem z tatą odwiedziliśmy dzisiaj restauracię Laflaf w centrum , znajdującą się na ulicy Skroupki , odchodzącą od Marszałkowskiej. Niegdyś była to wegetariańska knajpka , a teraz (uff,jak dobrze) jest stricte wegańska.  Miejsce bardzo fajne , niby blisko głównej ulicy ale zupełnie tego nie czuć. 
Wnętrze jest bardzo przytulne i dosyć małe , ale to dobrze - jest kameralnie i cicho. 


Jak widać na tablicowej ścianie , menu jest bardzo bogate. Aż ciężko wybrać z tak wielu smacznych propozycji. 
Po dłuuugim zastanowieniu (mój tata nie cierpi mojego braku umiejętności podejmowania natychmiastowych decyzji) wybrałam Sabich , czyli podsmażane tofu z bakłażanem podawane
 z hummusem i pitą. Tata wziął hummus i falafle , później zamówiliśmy jeszcze warzywny talerzyk. 


   A teraz będę trochę słodzić (ale nie bezpodstawnie). 
Hummus wyśmienity i dobrze doprawiony , tofu chrupiące a pita cieplutka , miękka i pachnąca (najlepsza!).  
Porcje są dosyć duże , hummus jest nie do przejedzenia (chociaż mój tata pochłonął wszystko!) 
Kolejnym plusem jest obsługa - dziś natknęłam się na dwie przemiłe Panie , które z przyjemnością doradziły które przysmaki wybrać i nie wzięły na poważnie ironicznych "żartów" mojego ojczulka ("Ale jak to mięsa nie ma?!") 
Finałowym argumentem "ZA" Laflafem jest dowóz. Tak , mili Państwo , jak dopadnie Was dół i nie macie ochoty ani stać przy kuchni , ani wychodzić na miasto , możecie po prostu zadzwonić i zamówić arabskie pyszności wprost do domu! 



"Laflaf" oceniam bardzo pozytywnie - tyle plusów , a do tego ta nazwa (jest świetnia!) Z przyjemnością wpadnę tu jeszcze nie raz. Nawet spróbuję przyciągnąć znajomych mięsożerców , żeby przekonali się że kuchnia wegańska jest niesamowicie różnorodna i pełna smaku. 






niedziela, 6 kwietnia 2014

Początek tygodnia weganizmu

Jak oczywiście wszyscy wegemaniacy wiedzą , wczoraj zaczął się tydzień weganizmu.
Idealna okazja by promować wegański styl życia - wolny od cierpienia , okrucieństwa i przyjazny planecie.
Wczoraj odbyła się akcja uliczna (na której niestety nie udało mi się być) , która będzie powtórzona 12 kwietnia.
A co do dnia dzisiejszego - byłam na świetnym spotkaniu z dietetykiem Jakubem Sobieckim , który rozwiewał wszelkie wątpliwości co do bezpieczeńswa stosowania diety wegańskiej czy wegetariańskiej. Spotkaniu towarzyszył również wykład Damiana Parola , który w niezwykle ciekawy i przystępny sposób opowiedział o diecie wegańskiej u sportowców , o wypełnianiu niedoborów i omówił wszyskie składniki odżywcze , na które weganie powinni zwrócić szczególną uwagę w swoim codziennym jadłospisie. (dodatkową nagrodą za przyjście były darmowe burgerki od "Krowarzywa")

Wracając do jedzenia - byłam dziś (znowu) w moim ukochanym "W gruncie rzeczy".
Jak zwykle wpaniałe kuchmistrzynie nie zwiodły - brunch był znakomity!
Ryżyk basmati z marchewką , pieczone warzywka w sosie pomidorowo-kokosowym , kotleciki kaszowe.... ummmm , niebo w gębie!
Po raz pierwszy w życiu jadłam tofurnik , który okazał się niesamowicie pysznym przeżyciem kulinarnym! (sam fakt , że ciacho miało być dla taty ale przez wspaniały zapach i wygląd nie dotrwało drogi do domu , jest gwarancją smaku) (:

Niestety , nie zrobiłam żadnych zdjęć - łatwo było o nich zapomnieć w ferworze dobrej zabawy (i pysznego żarcia)