Moją ostatnią zdobyczą książkową była lektura "100 happy days , czyli jak się robi szczęście w 100 dni" napisana przez Mateusza Grzesiaka - międzynarodowego coacha i trenera.
Trafiłam na tą książkę zupełnie przypadkowo - kupując mango w Łomżyńskiej biedronce. Coś żółtego i ładnego mignęło mi na kartonowym stoisku pt "książkowe okazje". Przyjrzałam się okładce i pomyślałam "Tak , tego mi właśnie trzeba."
I ją kupiłam. I w jeden dzień , ta niepozorna książeczka wywróciła moje życie o 180 stopni. Dzięki Mateuszowi zrozumiałam że tak naprawdę nie zmierzam w żadnym kierunku. Że stoję w miejscu , że się nie rozwijam. Może bez przesady , ale nie rozwijam się na tyle by dawało mi to satysfakcję.
Mateusz dał mi pozywnego kopa by to zmienić.
Zaczęłam od razu i wyznaczyłam swoje cele. Część z nich już zaczęłam realizować.
Zapisałam się na pierwszą lekcję języka hiszpańskiego.
Rozpoczęłam organizowanie ściśle tajnego wydarzenia (o którym na razie nie napiszę , żeby nie zapeszyć)
Zaczęłam nosić głowę w górze i postanowiłam cenić swą wartość.
To tylko kilka z nich. Dzielę się nimi z wami po to , by mieć jeszcze większą motywację żeby je urzeczywistniać, Żeby rozwijać się i stać się najlepszą wersją siebie. Spełniać marzenia.
W mobilizacji ogromnie pomogły mi też podcasty Richa Rolla. On i jego żona Julie to niesamowite i piękne umysły. Śłuchać ich podczas porannego biegania to jak... no po prostu to lekarstwo na moją duszę.
Co do biegania.. To tak jak Mateusz , chcę rozpocząć moje własne #100happydays.
A bieganie to moja pierwsza pozycja na liście. Bo bieganie daje szczęście.
Dziś w lesie , wyłączyłam się. Poczułam dzikość i naturę i siebie. Nie musząc niczego ukrywać , niczego się bać , po prostu byłam sobą. I biegłam , pędziłam przed siebie jak dzikie zwierzę.
Mijałam drzewa i krzewy , ptaki i gady , strumyk i kamienie.
To było naturalne.
To było prawdziwe.
To było szczęście.
Moja wskazówka na dziś - idź do lasu i rusz przed siebie. Nikt ci nie każe przebiec od razu maratonu-liczy się kilka kroków.
Na początek to wystarczy ale zobaczysz że to uzależnia.
I daje radość.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życiowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życiowe. Pokaż wszystkie posty
sobota, 15 sierpnia 2015
sobota, 27 czerwca 2015
Dlaczego hclf , czyli po owocach śpiewam i tańczę
Czas najwyższy podzielić się moim doświadczeniem związanym z HCLF czyli weganizmem wysoko węglowodanowym.
Po pierwsze - dlaczego wybrałam taki styl życia?
Bo jem to co chcę. A jedyny pokarm jakiego chcę to nieprzetworzony pokarm roślinny. Naprawdę , nie mam ochoty na nic innego. Odkąd jem tylko nieprzetworzone rośliny inne rzeczy przestały mi smakować. Po prostu jem to na co mam ochotę i wtedy kiedy mam ochotę. Nie kieruję się godzinami tylko słucham organizmu i spełniam jego zachcianki.
Bo jem to co chcę. A jedyny pokarm jakiego chcę to nieprzetworzony pokarm roślinny. Naprawdę , nie mam ochoty na nic innego. Odkąd jem tylko nieprzetworzone rośliny inne rzeczy przestały mi smakować. Po prostu jem to na co mam ochotę i wtedy kiedy mam ochotę. Nie kieruję się godzinami tylko słucham organizmu i spełniam jego zachcianki.
Uwielbiam mieć masę pozytywnej energii na śmiganie to tu , to tam na rowerze , rolkach , na własnych nogach. Nie lubię uwiązania do niczego , jestem człowiekiem elastycznym i wolnym , nieznoszącym etykietek i utartych schematów. Muszę myć mobilna , mieć siłę i chęć do przygód , do przeżywania życia na serio. Ładuję po prostu dojrzałe owoce w plecak i jadę szukać przygód. Albo nie ładuję i kupuję na najbliższym bazarze. Zawsze mam co jeść. Poza tym nasze ciała są naturalnie prystosowane do pędzenia główie na glukozie , bez cukru człowiek jest jak bez życia. #cutcarbscutlife
Poza tym moje całe ciało po prostu kocha węglowodany. Włosy rosną jak szalone , energia niewyobrażalna , humorek dopisuje.
Jesteś tym co jesz. Jak przyjemnie jest być brzoskwinką, jarmużem , bananem czy szpinkaiem :)
Jesteś tym co jesz. Jak przyjemnie jest być brzoskwinką, jarmużem , bananem czy szpinkaiem :)
Jak to wygląda w praktyce?
No w głównej mierze to jem mnóstwo owoców, warzyw , ryżu. Głównie surowe pożywienie , bo czuję się po nim świeżo i pełna energii.
Banany , mango , papaje , jabłka , nektarynki , Zielone liście , warzywka , ryż , quinoa , bataty i ziemniaki. Naturalne pożywienie jest wspaniałe <3
Zwykle rano robię sobie zielonego szejka z bananów i innych owoców z dodatkiem zielonych liści (szpinak , jarmuż itepe) wrzucam też często spirulinę albo macę. Często mam też ochotę na owocowy talerz. . Albo lody bananowe.
Zwykle rano robię sobie zielonego szejka z bananów i innych owoców z dodatkiem zielonych liści (szpinak , jarmuż itepe) wrzucam też często spirulinę albo macę. Często mam też ochotę na owocowy talerz. . Albo lody bananowe.
Później jak mnie najdzie głód wciągam zazwyczaj tzw. monomeal z jednego rodzaju owoców. Często później wpadają kolejne owoce , albo kolejne smoothie.
Wieczorem często piekę bataty i zjadam z brokułem i sosem z tahini z dużą ilością szpinaku.
Albo pożeram całą blachę ziemniaczków z guacamole , które zawijam w liście sałaty , przygryzając kolorową sałatką.
Albo ryż z przeróżnymi warzywami gotowanymi na parze , albo sushi.
Albo cokolwiek na co mnie najdzie ochota byle by było w tym dużo węglowodanów roślinnych!
środa, 6 maja 2015
Początek zmian.
Coś dawno mnie tu nie było. Po części dlatego że staram się coraz rzadziej korzystać z komputera. Po części dlatego że prawie wcale już nie gotuję.
Zauważyłam że potrzebuję prostoty. Miałam dosyć sterczenia nad garnkiem i mieszania. Przestało mi to sprawiać frajdę. Tym bardziej teraz kiedy dni zaczynają się robić takie piękne że aż szkoda siedzieć w domu.
Odkryłam że najprostsze jedzenie jest najlepsze. Owoce , warzywa , orzechy , kasze.
Głównie jadę na surowym jedzeniu , dorzucając do tego quinoę , ryż , pieczone ziemniaczki czy bataty. Ograniczyłam ilość przypraw i soli , po prostu uznałam że nie pozwalają mi się cieszyć naturalnym smakiem prawdziwego jedzenia.
Dzień zaczynam od zielonego szejka albo lodów bananowych. Sprawia mi to olbrzymią frajdę , smakuje obłędnie a wewnętrzne dziecko skacze z radości. Wielkie ilości pochłanianych bananów skutkują kopem energii i całkowitym odmienieniem nastroju. Odkrywam też moc jaka drzemie w super żywności - spirulinie , macy , surowym kakao i innych wspaniałościach. Cieszę się z darów natury.
Ta potrzeba prostoty wpłynęła na każdy aspekt mojego życia.
Ograniczyłam kupowanie i wydawanie. (Oprócz oczywiście dobrej jakości foodu.)
Ograniczyłam korzystanie z komputera. (Nadrabiam czytelnicze zaległości.)
Ograniczyłam negatywne emocje. (Może nie do końca ale się staram.)
Zyskałam więcej wolności , więcej czasu , mam więcej energii , czuję się lepiej i życie sprawia mi więcej radości. Uczę się czerpać przyjemność z codziennych drobnostek. Herbata , rower , książki , owoce , rysowanie. Powoli też zaczynam wracać do biegania i do jogi , znowu zaczyna mi to sprawiać frajdę. I odkryłam że lubię grzebać w ziemi. Nagle obudził się we mnie zmysł ogrodniczy i zaczęłam sadzić. Kiedy ujrzałam pierwsze kiełki mojego własnego szpinaku , poczułam mega przypływ optymizmu i małe poczucie pojednania z naturą.
Jak to napisała Pepsi Eliot na swoim blogu: "W pewnym momencie swojego życia, przy czym odradzam czekanie na chorobę, przychodzi moment, że chcesz się uprościć. Że o ile dotychczas wszystko komplikowałeś ile się da, to nagle chcesz prostoty."
I właśnie u mnie taki moment nadszedł.
Chcę prostego , prawdziwego jedzenia.
Chcę prostego , prawdziwego życia.
Chcę prostych , prawdziwych emocji.
Skomplikowane sprawy są nie dla mnie , już to wiem. Dlatego daję spokój , odpuszczam.
Zaczynam ćwiczyć uważność , niczym buddyjski mnich usiłując koncentrować się tylko i wyłącznie na chwili obecnej , przestać zadręczać się problemami przeszłości i tym co będzie.
"Uważność to zwracanie uwagi na chwilę obecną w sposób świadomy i neutralny. To nie skupianie się na myśleniu o przeszłości , przyszłości czy różnego rodzaju mrzonkach." jak pisał David Michie w "Kocie Dalajlamy". Czysta Obecność. Czy to nie wspaniałe?
Oczywiście ciężko będzie oczyścić umysł i PAMIĘTAĆ o tym żeby sobie za przeproszeniem nie dopierdalać , ale wierzę że trening czyni mistrza.
Przez jakiś czas mój statek mocno zbaczał z kursu ale teraz czuję że obrał może nie ten docelowy ale na pewno ten bardziej wartościowy tor. Teraz moim zadaniem jest po prostu trzymać pewnie ster i podążać w tym kierunku.
Co do bloga - blog zostaje. Od czasu do czasu pewnie wrzucę jakiś post , kierując się bardziej w stronę lajfstajlu , samorozwoju , korzystaniu z dobrodziejstw naturalnego pożywienia itepe.
Tymczasem pozdrawiam wszechbraci znad miski bananowych lodów które robią mój dzień.
Pis end lof! (bez podtekstów politycznych)
poniedziałek, 21 lipca 2014
Skażone Chiny - skażony świat?
Dorwałam sierpniowy numer magazynu "Świat wiedzy". I się przeraziłam. Największą moją uwagę przykuł artykuł pt. "Czy to jabłko może zabić?" dotyczący zanieczyszczenia chińskiej żywności.
Musiałam go przeczytać akurat przy jedzeniu stir fry z makaronem udon , pędami bambusa i sosem sojowym (notabene bardzo dobrego) , co raczej nie poprawiło jego smaku. W połowie artykułu mina mi zrzedła a pojedyńcza wstążka makaronu utkwiła w gardle. A pod koniec czytania już nie miałam ochoty na moje chińskie kluseczki.
Import żywności z Chin rośnie w zatrważającym tempie - nawet o kilkanaście procent rocznie. Z tego kraju Polska importuje produkty spożywcze za prawie 1,5 miliarda złotych.Są to głównie ryż , herbata i warzywa. Co prawda , żywność ta jest bardzo tania , ale jaki jest ukryty koszt? Nasze zdrowie.
Fakty są takie że nawet 70 procent chińskich pól jest skażonych - głównie metalami ciężkimi.
Przyczyny : zanieczyszczenie rzek przez ścieki , spaliny z tysięcy fabryk i PESTYCYDY.
"1,3 miliona ton pestycydów zużywana jest każdego roku przez chińskich rolników - to 6,5 raza więcej, niż wykorzystuje się w całej europie" czytamy w "ŚW". Można powiedzieć że jedzenie dosłownie pływa w chemii.
Do tego kontrola jakości tych produktów pozostawia wiele do życzenia. Często jest ona przeprowadzana bardzo pośpiesznie , a jeszcze częściej wcale. Jest to po prostu cięcie kosztów - zatrudnienie wykwalifikowanych osób oznacza zbyt duże wydatki.
A dużo było afer związanych z zanieczyszczoną żywnością w ostatnich latach.
W maju 2011 w prowincji Jiangsu eksplodowały setki arbuzów. Owoce wybuchły bo zostały spryskane zbyt dużą ilością hormonu wzrostu.
W 2012 jedenaście tysięcy osób w Niemczech zaraziło się norowirusem w wyniku spożycia zakażonych truskawek.
W 2013 roku Niemiecki sanepid wstrzymał dostawy makaronu (!) z Chin , gdyż stwierdzono w nim obecność aluminium.
Jakby tego było mało , wykryto że :
Orzeszki ziemne mogą zawierać trujące aflatoksyny atakujące nerki i wątrobę.
Szpinak jest często skażony bakteriami gnilnymi.
Herbata (O matuchno!) - pestycydy i metale ciężkie.
Mieszkańcy Państwa Środka zaczynają coraz chętniej kupować produkty pochodzące z importu.
Nie dziwię im się - ich własna żywność jest właściwie niezdatna do spożycia.
Nie cierpię marnowania jedzenia ale pędy bambusa wylądowały w koszu.
Od teraz będę wystrzegać się napisu "Mejd in Czajna" jak ognia.
A może trochę przesadzam? Trochę za bardzo mnie poniosło?
Musiałam go przeczytać akurat przy jedzeniu stir fry z makaronem udon , pędami bambusa i sosem sojowym (notabene bardzo dobrego) , co raczej nie poprawiło jego smaku. W połowie artykułu mina mi zrzedła a pojedyńcza wstążka makaronu utkwiła w gardle. A pod koniec czytania już nie miałam ochoty na moje chińskie kluseczki.
Fakty są takie że nawet 70 procent chińskich pól jest skażonych - głównie metalami ciężkimi.
Przyczyny : zanieczyszczenie rzek przez ścieki , spaliny z tysięcy fabryk i PESTYCYDY.
"1,3 miliona ton pestycydów zużywana jest każdego roku przez chińskich rolników - to 6,5 raza więcej, niż wykorzystuje się w całej europie" czytamy w "ŚW". Można powiedzieć że jedzenie dosłownie pływa w chemii.
Do tego kontrola jakości tych produktów pozostawia wiele do życzenia. Często jest ona przeprowadzana bardzo pośpiesznie , a jeszcze częściej wcale. Jest to po prostu cięcie kosztów - zatrudnienie wykwalifikowanych osób oznacza zbyt duże wydatki.
A dużo było afer związanych z zanieczyszczoną żywnością w ostatnich latach.
W maju 2011 w prowincji Jiangsu eksplodowały setki arbuzów. Owoce wybuchły bo zostały spryskane zbyt dużą ilością hormonu wzrostu.
W 2012 jedenaście tysięcy osób w Niemczech zaraziło się norowirusem w wyniku spożycia zakażonych truskawek.
W 2013 roku Niemiecki sanepid wstrzymał dostawy makaronu (!) z Chin , gdyż stwierdzono w nim obecność aluminium.
Jakby tego było mało , wykryto że :
Orzeszki ziemne mogą zawierać trujące aflatoksyny atakujące nerki i wątrobę.
Szpinak jest często skażony bakteriami gnilnymi.
Herbata (O matuchno!) - pestycydy i metale ciężkie.
Mieszkańcy Państwa Środka zaczynają coraz chętniej kupować produkty pochodzące z importu.
Nie dziwię im się - ich własna żywność jest właściwie niezdatna do spożycia.
Nie cierpię marnowania jedzenia ale pędy bambusa wylądowały w koszu.
Od teraz będę wystrzegać się napisu "Mejd in Czajna" jak ognia.
A może trochę przesadzam? Trochę za bardzo mnie poniosło?
piątek, 11 lipca 2014
Lecznicowe życie cz.1
Wakacje spędzam podłączając kroplówki , robiąc zastrzyki i sprzątając kocie kuwety. Czasami babrzę się w surowym mięsie , rozdzielając je między głodne kocury.
Ale nie narzekam , bo mam staż z najfajniejszymi lekarzami weterynarii na świecie :) Codziennie rano jadę (rowerkiem) do pracy z bananem na twarzy , gwiżdżąc i śpiewając w rytm podskoków na wybojach.
Dużo się uczę - potrafię już włączyć aparat RTG , przygotować zwierzaka do operacji , pobrać materiały do badań. Nie nudzę się , cały czas mam ręce pełne roboty. Obserwuję codzienne życie weterynarza od podszewki. Przyzwyczajam się do widoku krwi i wnętrzności. I pomagam.
Do tego przez lecznicę przewija się masa ludzkich osobliwości - poczynając od zabawnego pana który śpi wraz ze swoim psem na posłaniu (w lecznicy!) ,przez przemiłą dziewczynę , której konik jest takim gapą że uszkodził sobie nogę idąc stępa , kończąc na pani która smaży swojemu pieskowi naleśniki.
Jest jeszcze biedny poczciwy Skrętek - kocina do adopcji. Po przebytym zapaleniu ucha środkowego ogłuchł i ma problemy z zachowaniem równowagi. Ale nigdy nie spotkałam tak uroczego i kochanego kocurka. Do wszystkich się łasi (szczególnie lubi psy!) i jest naszą lecznicową maskotką.
![]() |
| Uroczy Skrętuś |
Dużo się dzieje , naprawdę dużo. Niech ktoś mi teraz powie że wakacje w mieście są nudne.
Wracam codziennie po 15 do domu , zjadam makaron z pesto albo zapiekankę zrobioną poprzedniego dnia , idę z moimi piesełami na spacer i odpoczywam. I czytam. Nadrabiam książkowe zaległości , sięgam po kolejne pozycje z mojego stosiku oznaczonego etykietką "do przeczytania".
Od rozpoczęcia wakacji pochłonęłam już 4 książki. Naprawdę cudnie jest tak wrócić po (pozytywnie) męczącym dniu do domu i nie musieć już nic robić tylko czytać i pić herbatę. Ach , no i prać fartuch który jest cały w sierści i w żółtawej wydzielinie z nosa miluśkiego kocura Czarusia , którego męczy uporczywy katar.
![]() |
| Przystojny Czaruś |
sobota, 28 czerwca 2014
Pieczone warzywa z sosem koperkowym
Niepozorne warzywa - burak , marchewka , ziemniak.
Pod wpływem ziół , oliwy i gorącego piekarnika stały się jednymi z najwspanialszych rzeczy jakie jadłam.
Wystarczy dosłownie odrobina suszonych liści kozieradki , szczypta kuminu , sól i pieprz do smaku. Warzywa nabierają wspaniałego , bogatego smaku a pachną tak pięknie że przez chwilę człowiek myśli że umarł i poszedł do nieba. Nie przesadzam.
Nazwę je moim comfort food. Po talerzu takiego pysznego jedzenia człowiek czuje się o wiele lepiej. Jak to się dzieje że pożywienie może aż tak podnosić na duchu?
Pod wpływem ziół , oliwy i gorącego piekarnika stały się jednymi z najwspanialszych rzeczy jakie jadłam.
Wystarczy dosłownie odrobina suszonych liści kozieradki , szczypta kuminu , sól i pieprz do smaku. Warzywa nabierają wspaniałego , bogatego smaku a pachną tak pięknie że przez chwilę człowiek myśli że umarł i poszedł do nieba. Nie przesadzam.
Nazwę je moim comfort food. Po talerzu takiego pysznego jedzenia człowiek czuje się o wiele lepiej. Jak to się dzieje że pożywienie może aż tak podnosić na duchu?
Składniki na pieczone warzywa :
- 2 marchewki
- 2 młode ziemniaczki
- burak
- 1/2 łyżeczki kuminu
- 1/2 łyżeczki suszonych liści kozieradki
- sól , pieprz do smaku
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- 2/3 szklanki pestek słonecznika
- 2/3 szklanki wody
- Sok wyciśnięty z połówki cytryny
- kopiasta łyżka posiekanego koperku
- szczypta suszonego czosnku
- sól i pieprz
Wykonanie:
- Nagrzewamy piekarnik do 180 C. Warzywa obieramy i kroimy w cienkie paseczki.
- Wkładamy do dużej miski , dodajemy oliwę i przyprawy.
- Mieszamy zawartość miski aż warzywa będą całe pokryte aromatycznym sosem.
- Wkładamy warzywa do naczynia żaroodpornego i wstawiamy do nagrzanego piekarnika.
- Pieczemy ok. 30 minut , aż ziemniaczki będą miękkie i nabiorą ładnego , złocistego koloru.
- W tym czasie przygotowujemy sos. Wszystkie składniki umieszczamy w kielichu blendera i miksujemy na jednolitą masę. Próbujemy i dosalamy według uznania.
- Warzywka podajemy z sosem , i patrzymy jak błyskawicznie znikają (:
Co do sosu , pomysł na niego zaczerpnęłam z warsztatów na których byłam wczoraj (:
Relacja wkrótce!
Zupełnie odbiegając od kulinarnych tematów , muszę się pochwalić potworkiem jakiego dostałam od taty! Oto mój nowy strażnik snów... Pan Yeti! Jest ręcznie wykonany przez Zuzannę Janczak , która zajmuje się właśnie produkcją takich cudownych pluszaków.
Nic nie szkodzi że jestem teoretycznie PRAWIE dorosła , i tak w środku na zawsze pozostanę dzieckiem :)
wtorek, 17 czerwca 2014
Życiowe zmiany - pozytywny post
Czy wy też macie tak że w natłoku codziennych zajęć nie potraficie znaleźć czasu dla siebie?
Na odłączenie się od całego świata , wyciszenie , zastanowienie nad życiem lub całkowitą beztroskę?
Na docenienie drobnych codziennych przyjemności?
No właśnie.
Uświadomiłam sobie to dosłownie przed chwilą - wraz ze znalezieniem wspaniałego bloga Life Skills Academy , który ma pomóc we wprowadzeniu inspirujących życiowych zmian :)
Bo kto by nie chciał czasami pozbyć się nadmiaru problemów , po prostu się wyłączyć i nie istnieć dla nikogo oprócz siebie samego? Poznać się lepiej?
Dlatego na początek przystąpię do czerwcowego wyzwania , które polega na codziennym sporządzaniu listy na określony temat który pojawia się codziennie. Wydaje mi się że to fajna zabawa , a do tego pretekst by zebrać myśli i dojść do tego co naprawdę jest dla mnie ważne i na co zwracam uwagę. Pomoże przełamać rutynę i wykazać się kreatywnością. Listy będę sporządzała w moim szkicowniku a co niektóre wylądują tutaj.
Bardzo spodobał mi się także Projekt życie i pomysł na własnoręcznie wykonany organizer , pomagający ogarnąć wszystkie sfery dnia codziennego. U mnie jakoś zawsze kiepsko było z planowaniem , ciągle za mało czasu , za mało chęci i wiary...
Więc zacznę małymi kroczkami-od stawiania sobie miesięcznych wyzwań. Na początku każdego miesiąca będę robiła listę celów i zadań które chciałabym osiągnąć bądź zrealizować. Do pomocy wydrukuję sobie wspaniały planner , ozdobię go i powieszę na ścianie by podkradał moje spojrzenia :)
Myślę że z czasem będzie coraz lepiej i nauczę się organizować życie by w ciągu dnia zrobić wszystko co zaplanuję a jednocześnie zrobić coś niesamowicie i cudownie spontanicznego , dla siebie.
Kto powiedział że internet nie może prowadzić do pozytywnych zmian w życiu?
I że siedzenie przed komputerem jest złe?
Was też zachęcam do wzięcia udziału w wyzwaniach , może być mnóstwo śmiechu jak będziemy czytać nasze listy za kilka lat :D
Pierwszy punkt na mojej codziennej liście?
Zaczynać dzień od jakiejś pozytywnej maksymy i częściej uśmiechać się do siebie (:
Na odłączenie się od całego świata , wyciszenie , zastanowienie nad życiem lub całkowitą beztroskę?
Na docenienie drobnych codziennych przyjemności?
No właśnie.
Uświadomiłam sobie to dosłownie przed chwilą - wraz ze znalezieniem wspaniałego bloga Life Skills Academy , który ma pomóc we wprowadzeniu inspirujących życiowych zmian :)
Bo kto by nie chciał czasami pozbyć się nadmiaru problemów , po prostu się wyłączyć i nie istnieć dla nikogo oprócz siebie samego? Poznać się lepiej?
Dlatego na początek przystąpię do czerwcowego wyzwania , które polega na codziennym sporządzaniu listy na określony temat który pojawia się codziennie. Wydaje mi się że to fajna zabawa , a do tego pretekst by zebrać myśli i dojść do tego co naprawdę jest dla mnie ważne i na co zwracam uwagę. Pomoże przełamać rutynę i wykazać się kreatywnością. Listy będę sporządzała w moim szkicowniku a co niektóre wylądują tutaj.
Bardzo spodobał mi się także Projekt życie i pomysł na własnoręcznie wykonany organizer , pomagający ogarnąć wszystkie sfery dnia codziennego. U mnie jakoś zawsze kiepsko było z planowaniem , ciągle za mało czasu , za mało chęci i wiary...
Więc zacznę małymi kroczkami-od stawiania sobie miesięcznych wyzwań. Na początku każdego miesiąca będę robiła listę celów i zadań które chciałabym osiągnąć bądź zrealizować. Do pomocy wydrukuję sobie wspaniały planner , ozdobię go i powieszę na ścianie by podkradał moje spojrzenia :)
Myślę że z czasem będzie coraz lepiej i nauczę się organizować życie by w ciągu dnia zrobić wszystko co zaplanuję a jednocześnie zrobić coś niesamowicie i cudownie spontanicznego , dla siebie.
Kto powiedział że internet nie może prowadzić do pozytywnych zmian w życiu?
I że siedzenie przed komputerem jest złe?
Was też zachęcam do wzięcia udziału w wyzwaniach , może być mnóstwo śmiechu jak będziemy czytać nasze listy za kilka lat :D
Pierwszy punkt na mojej codziennej liście?
Zaczynać dzień od jakiejś pozytywnej maksymy i częściej uśmiechać się do siebie (:
Subskrybuj:
Posty (Atom)








